Zamieszczamy świadectwo o. Józefa Kozłowskiego SJ, wypowiedziane 9 grudnia 2002r., na tydzień przed jego chorobą, podczas modlitwy odnowieniu wiary i chrztowi w Duchu Świętym w grupie „Mocni w Duchu”. Działo się to w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny – przeniesionej w minionym roku z niedzieli 8 grudnia na poniedziałek.


W Wigilię Niepokalanego Poczęcia w 1976 r., czyli 26 lat temu, w gronie kilku moich współbraci jezuitów, studentów teologii, odbyła się moja modlitwa chrztu w Duchu Świętym. Zgromadziliśmy się o godz. 2000. Modlitwa ta została poprzedzona wyrzeczeniem się grzechu i wyznaniem wiary – jeden ze współbraci postawił mi kilka pytań, na które odpowiadałem.
Podczas modlitwy do Ducha Świętego i upraszania Jego darów, dane mi było wejść w glosolalię, czyli „śpiew w Duchu”. A ponieważ ogólnie było wiadomo, że choć słuch wewnętrzny mam dobry, to ten muzyczny nienajlepszy – niektórzy z moich braci, obdarzeni lepszym słuchem, wstali i wielbili Boga słysząc, jak taki sobie człowieczek śpiewa pod wpływem Ducha Świętego.
Był to dla mnie wieczór prawdziwego zlania darów Ducha Świętego, a zarazem początek uczestniczenia w powstawaniu wspólnot, grup modlitewnych, który to dar, jak widać, trwa do dziś. Bóg jest wierny swojemu przymierzu.

Współbracia wyznaczyli dzień 7 grudnia, czyli wigilię święta Niepokalanego Poczęcia, ponieważ wiedzieli, że dużo czasu poświęcam rozważaniom na temat Matki Bożej. Przynajmniej raz w tygodniu przeżywałem medytację dotyczącą Jej Osoby, wiele czasu poświęcałem lekturze duchowej, w której zgłębiałem tajemnicę Maryi jako Niepokalanie Poczętej czy jako Matki żyjących według ducha.
Wchodząc w to doświadczenie nieco głębiej, mogę powiedzieć, że to pierwsze otwarcie na Ducha Świętego w moim życiu dokonało się także za Jej interwencją, podczas osobistej modlitwy, kiedy powiedziała mi bardzo wyraźnie: „Każdy dar jest dany dla wspólnego dobra. Twoim zadaniem jest tworzyć pośród współbraci (wówczas studentów filozofii) spotkania zatytułowane «Refleksja nad Ewangelią»”. Było to w Krakowie w 1973 roku.
Właśnie w tej wspólnocie przeżywałem potem pierwsze otwarcie się na Słowo i wypowiadanie go w sposób spontaniczny. Mogłem dzielić się swoimi doświadczeniami duchowymi. W tej także wspólnocie – trzy lata później, już w Warszawie – miało miejsce moje wylanie darów Ducha Świętego, podczas wspomnianej wcześniej modlitwy chrztu w Duchu Świętym.

Drugim ważnym doświadczeniem dla mojego otwarcia się na działanie Ducha Świętego było przeżycie 30-dniowych Ćwiczeń Duchownych w 1971 roku. Miałem wtedy niespełna 19 lat. Duch Pański udzielał się tak jak chciał, a doświadczeniem Ćwiczeń było, między innymi, spotkanie z Chrystusem jako uwielbionym Panem na drzewie Krzyża – z Jego uwielbionym człowieczeństwem, w dialogu z Nim i z wyznaczeniem misji. Jest to ta misja, którą spełniam obecnie. Wtedy to Chrystus powiedział bardzo wyraźnie: „Pragnę cię uczynić przedłużeniem ramion mojego krzyża”.
Dziękowałem wtedy Bogu za dar uzdrowienia, a On powiedział: „Twoja wiara cię uzdrowiła”. Pokazał bardzo wielu ludzi, których chce jeszcze pociągnąć ku sobie. Tutaj zrodziła się we mnie modlitwa, która trwa do dziś: „Panie, spraw, aby z tych, których mi dałeś, nikt nie zginął”.

Mówię o tych początkach doświadczenia zmartwychwstałego Pana i otwarcia się na działanie Ducha Świętego w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, ponieważ Ona ma w tym doświadczeniu swój szczególny udział. Zarys książki Z grzechu do wolności powstał 10 lat temu, dokładnie w dniu 8 grudnia. Tylko w uroczystość Niepokalanego Poczęcia można było napisać plan książki na temat grzechu i w pokoju ducha wyrazić to, co trudne do wyrażenia, i zostać ocalonym. Rok później dany mi był zarys książki Duch Święty w działaniu, a następnego roku, również 8 grudnia, treść książki Z Maryją w życie w Duchu Świętym.
Maryja jest wierna dziełu Boga w nas. Ona cały czas wychowuje nas do tego, abyśmy byli coraz bardziej Chrystusowi, byśmy wzrastali w synostwie Bożym. Jako Matka żyjących według Ducha – troszczy się o nas, abyśmy mogli do głębi poznać Jezusa jako żyjącego Pana i przyjąć całym sercem Jego moc, stając się Jego pokornym sługą. Jest to oczywiście zadanie na całe życie. Nawet jeśli dzisiaj zdobywamy się na wyżyny naszej pokory, otwieramy swoje serca na miłość i mówimy: „Panie, prowadź” – to do tej pokory jeszcze bardzo często będziemy musieli dorastać. Miłość w wymiarze charyzmatycznym będzie w nas wielokrotnie ożywiana poprzez Ducha Świętego i znajdzie wyraz w konkretnych przejawach naszego życia: tam, gdzie trzeba będzie przebaczyć z serca, nie czuć niechęci i jeszcze bardziej kochać osobę, która nas zraniła; przyjąć drugiego człowieka takim, jaki jest; wytrwać w czystości i świętości życia czy przyjąć dar współcierpienia z Jezusem. To jest możliwe tylko pod wpływem Ducha Świętego, który w nas mieszka.
o. Józef Kozłowski SJ

© Szum z Nieba nr 58/2003