Znałam Ojca przez siedem  lat, a od sześciu dane mi było z nim współpracować. Ostatnie cztery lata przyniosły dar współpracy bardzo twórczej. Mogłam często i z bliska doświadczać obecności świętego człowieka-kapłana, który cały oddał się Jezusowi, przychodzącemu do niego w drugim człowieku.
Był zawsze gotowy do posługi. Często zmęczony po całym dniu, kiedy wreszcie usiadł, aby przejrzeć listy, na które miał odpisać (setki listów), odbierał telefon jeden za drugim, podrywał się na dźwięk domofonu i po chwili rozeznania schodził i świadczył pomoc, która była w tym momencie potrzebna.
Czasem – zwłaszcza wtedy, kiedy redagowałam coś z Ojcem – denerwowałam się, że przerywa pracę, że nie skończymy, że znowu muszę czekać, bo Ojciec komuś w tym momencie służy. Ale dla niego najważniejszy był człowiek w potrzebie. W jego przekonaniu ja mogłam poczekać, mogłam i powinnam to zrozumieć. Niedostatecznie rozumiałam, teraz dopiero, można by rzec – po czasie.
Ojciec wierzył w Jezusa, który maksymalnie utożsamiał się z człowiekiem. Spełniał tym najgłębsze pragnienie Jezusa i Jego wolę wyrażoną w Ewangelii św. Mateusza: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili.
W swojej posłudze był współtowarzyszem cierpiącego człowieka – uwięzionego w swoich zmysłach, zniewolonego przez grzech, chorego na duszy i ciele. Zaspokajał jego pragnienie miłości i dobra, starał się przywrócić poczucie własnej wartości i godności. Niósł pokarm Słowa Bożego, wiary i zaufania Bogu do końca. Rozwijał swój dar rozeznania – nasłuchiwał natchnień Ducha Świętego i w wolności dziecka starał się postępować tak, jak odczytał Jego zamysł. Nie miał względu na osoby – każdy miał do niego dostęp. Chociaż w oczy głęboko popatrzył, jak nie mógł więcej czasu poświęcić, chociaż dłoń uścisnął, choć uśmiechem przekazał orędzie miłości. Cierpiał, kiedy doświadczał niezrozumienia, odrzucenia czy krzywdy ze strony innych. Ale nie cierpiał tylko w trosce o siebie, lecz troszczył się o tych, którzy to czynili. I nie przestawał ich kochać.
Jestem przekonana, że dzisiaj towarzyszy swoją modlitwą każdemu oczekującemu jego wstawiennictwa i teraz dla każdego ma już maksimum czasu. Trwam w dziękczynieniu za dar jego życia, które przeszło w nieskończoność.
S. Ewa