Jako współbrat, ja o. Józefa przede wszystkim podziwiałem. Patrzyłem na to, co robił i często zadawałem sobie pytanie – dlaczego to ludzi tak pociąga? Podziwianie przeszło w rozumienie dopiero wtedy, gdy stanąłem na miejscu Ojca – tej zimy, podczas rekolekcji w Wolborzu. Wówczas zrozumiałem, że Duch Święty naprawdę przychodzi na pomoc naszej modlitwie. Zobaczyłem coś, co do tamtego czasu mogłem tylko podziwiać u Ojca.

Podziwiałem też w Ojcu to, w jaki sposób współpracował z ludźmi. Mniej może doświadczałem jego współpracy ze świeckimi, a raczej z jezuitami. Ja sam drugi raz przyjechałem posługiwać do Wolborza, ponieważ chciałem współpracować z Ojcem i chciałem uczyć się od niego jak współpracować z jezuitami. Po prostu – dobrze się czułem, grając w drużynie, w której on był kapitanem. Gra razem z nim była inspirująca i pociągająca.

Podziwiałem też u Ojca kategorie, jakimi myślał. Kiedy mogłem przypatrywać się temu, jak podejmuje decyzje, to zawsze miałem wrażenie i poczucie, że wybierał – jak Jezus – większe dobro. A widziałem różne momenty, gdy podejmował decyzje: czasem były to krótkie rozmowy przez telefon albo napotkany człowiek przed domem zakonnym w Łodzi, innym razem długie spotkania na omawianiu jakiegoś problemu. W moim wyczuciu duchowym – Ojciec zawsze wybierał jak Jezus. Teraz, gdy cokolwiek robię w Ośrodku, zawsze zadaję sobie pytanie „A jak zrobiłby to o. Józef?” Stawianie sobie tego pytania i odpowiedź na nie – pozwala mi działać bez lęku.

Remigiusz Recław SJ