Poznałam o. Józefa w czasie spotkań członków Odnowy w Duchu Świętym w kościele OO. Jezuitów przy ulicy Sienkiewicza 60. Takie było moje pragnienie, bo już wcześniej czytałam jego książki i bardzo chciałam uczestniczyć we Mszy św. o uzdrowienie. I to się spełniło! Pamiętam, jak po raz pierwszy brałam udział w spotkaniu modlitewnym. Zdawało mi się, że jego oczy wciąż są skierowane na mnie. Kiedy później podszedł i podał mi rękę, doznałam ogromnego wzruszenia. To było coś niezapomnianego!
Najbardziej jednak przeżyłam swoje pierwsze rekolekcje w Wolborzu, kiedy o. Józef mówił tak, jak widział - to, co działo się w moim sercu. Byłam bardzo przejęta. Chciałam (po jego przemówieniu) podejść do niego i powiedzieć mu o tym, ale nie miałam odwagi. Bo poza tym wiele innych osób chciało się docisnąć do niego. Pomyślałam, że może innym razem uda mi się powiedzieć to, co wówczas czułam. Niestety, stało się inaczej. Ojciec Józef odszedł do Pana, a w moim sercu zapanował ogromny smutek, że ja z nim wtedy nie porozmawiałam. Jakiś wyrzut i żal.
Kiedy myślę o tym, to zawsze łzy mi się cisną do oczu i coś dławi mnie w piersiach.

Stanisława Strycharczyk, Kanaan