Ojciec Kozłowski pojawił się w moim życiu, kiedy wydawało mi się ono już całkiem uporządkowane. Z pozoru nic już nie chciałam w nim zmienić i prawie byłam pewna, że tak jest dobrze.  W końcu określałam się jako osoba "nawrócona". I właśnie wtedy nieoczekiwanie na rekolekcjach w Kacku padły z ust o. Józefa niby zwykłe słowa, lecz mnie poruszyły do głębi. Słowa te spowodowały, że dostrzegłam to, co było dla mnie gdzieś zakopane, zapomniane, a co tak naprawdę nie pozwalało mi być zupełnie wolną. Ich treść była tak mocna i wymagała dużego samozaparcia, by ją wprowadzić w czyn - jednak dzięki łasce Boga zrobiłam to.
Owoc tamtych rekolekcji trwa w moim życiu do dziś. Potem Bóg tak sprawił, że dane mi było poznać, choć trochę o. Kozłowskiego. Pamiętam wszystkie z nim rozmowy, jego rady. Pamiętam jak dziś Jego słowa: "abyście się zachowali". Wtedy tego nie rozumiałam, dziś doskonale wiem, o czym mówił.
Myślę, ze już wtedy wiedział dużo więcej. To dziwne, ale odnoszę wrażenie, że o. Józef stał się jakby kamieniem milowym na drodze ewangelizacji w mediach. On dobrze wiedział, że to tak trudny temat (sam mówił "terytorium diabła"), który wymaga ofiar.
Po ludzku to, co się stało, pozostaje dla mnie zakryte, niezrozumiałe. Nie zadaję jednak sobie pytania: dlaczego? Pragnęłam z całego serca, aby Ojciec żył.
Siedziałam ze znajomym i rozmawiałam przy kawie, kiedy zadzwonił telefon z wiadomością, że "Ojciec jest szpitalu - módlcie się!" Od tamtej chwili upłynęło prawie pół roku, pół roku modlitw zanoszonych do Boga. One na pewno nie poszły na marne.
Dziś modliłam się Psalmem 102 i bardzo poruszyły mnie te słowa:
Siła moja w drodze ustała, dni moje uległy skróceniu.
Mówię: Boże mój, nie zabieraj mnie w połowie moich dni:
Twoje lata trwają poprzez wszystkie pokolenia. (PS 102, 24-25)
Myślę, że to dobrze, że ktoś taki, jak o. Józef jest już przy boku Pana. Stamtąd można więcej, dużo więcej. Jestem pewna, że Jego wiara i nadzieja w to, że można ewangelizować przez media, przetrwa przez pokolenia i przyniesie owoc obfity.
Mojżesz nie doszedł do Ziemi Obiecanej, ale trzeba było takiego przewodnika, który wskazał jej kierunek. Ojciec Józef ten kierunek, kierunek na Jezusa, wskazywał niestrudzenie. I myślę , że nadal wskazuje.

Hania