Pamiętam moje pierwsze spotkanie z o. Józefem. To było na Łodziance wiosną 1991 roku. Kończyłam wtedy studia.  Gdy weszłam do sali, usłyszałam Ojca mówiącego: "On wziął na Krzyż mój i twój grzech..." To było niesamowite. Pomyślałam sobie, że nigdy tak do mnie nikt nie mówił o Bogu.
Mimo, że w ostatnich latach sporadycznie uczestniczyłam w spotkaniach grupy, świadomość obecności Ojca dawała duże poczucie bezpieczeństwa. Nie zawsze nadążaliśmy za Ojca wizją. Przez pewien czas nie mogłam uwierzyć, ze nie usłyszę już ciepłego "Aga" i na tym świecie nie znajdę się już w ojcowskich ramionach o. Józefa Kozłowskiego.

Agnieszka Maliszewska