Na samym początku napisze, że nigdy nie widziałam ani nie znałam ks. Józefa Kozłowskiego, ale opowiem jak go poznałam teraz. Otóż od roku 2006 przeprowadziłam się do Łodzi. Gdzie mieszka moja rodzina ja w niedługim czasie wyjechałam za granice gdzie przbywałam 7 lat. To były lata z dala od Boga od kościoła poza tym wzorców z domu nie miałam dobrych i nic nie wiedziałam o religii i kościele gdyż całe moje życie pochłaniał okultyzm myślałam, że Bóg jest przy mnie, ale tak naprawdę go nie było.Otóż skończyło się to tak, że miałam egzorcyzm modlitewny. Cały ten proces nawracania był powolny wszystko od początku się uczyłam gdzie czasami walkę duchowa musiałam prowadzić i z innych grzechów się uwalniać, zranień emocjonalnych, których doznałam i z nimi nie dało się żyć i które doskwierały mocno. Otóż po powrocie z zagranicy wróciłam do domu.Co niedziele uczęszczałam do kościoła, który miałam w pobliżu. Po niedługim czasie zdecydowłam się żeby wybrać się na mszę św o uzdrowienie pierwszy raz w życiu tak więc zaczęłam szukać w internecie na terenie Łodzi. I trafiłam najpierw na tą stronę. I pierwsze co to weszłam w zakładki galerii i pokazały mi się zdjęcia pierwsze jakie zdjęcie otworzyłam to było ks Józefa Kozłowskiego i moja myśl "Jaki pogodny duchowny hmmm pewnie on będzie prowadził mszę o uzdrowienie". To była moja pierwsza myśl. Po chwili zadzwonił telefon, gdzie po prostu musiałam wyjść z domu zamknęłam laptopa i na tym się skończyło nic dalej nie czytałam nie wiedziałam o stronie nic tylko zobaczyłam tego księdza. Po niedługim czasie sprawdziłam w internecie kiedy będzie msza najbliższa o uzdrowienie i tak się stało że, 27 kwietnia 2013r. Kiedy weszłam do kościoła zobaczyłam innego księdza myśl mi się pojawiła w głowie spontanicznie" o nie ma tamtego księdza pewnie chory jest by odprawić mszę i na tym tyle. Całą mszę czułam się szczęsliwa była to tak wielka radość z łzami z ulgą wszystko co miałam Bogu oddałam piękne i nie do opisania, czułam się wolna. Na koniec dopiero usłyszłam o rocznicy śmierci ks Józefa Kozłowskiego było mi tak wstyd i smutno zarazem bo myślałam ze on żyje po prostu nie zasięgłam informacji o nim i w ogóle o tutejszej parafii wiadomości o nim nigdy go nie znałam. I trafiłam właśnie tu tylko mi obraz zdjęcia utkwił w głowie i sobie pomyślałam że to on prowadzi mszę o uzdrowienie. Okazało się po nie dłuższym czasie, że do tego kościoła należę i to jest moja parafia gdzie do dziś uczęszczam i tak właśnie można powiedzieć że poznałam ks Józefa Kozłowskiego, gdzie duch jego przebywa w kościele i to się czuję.